Błędy lekarzy

Błędy – trzeba to powiedzieć – zdarzają się każdemu, lekarzom także. Tylko ten, kto nic nie robi, błędów nie popełnia. Myślę, że najważniejsze jest, by negatywnych skutków było jak najmniej.
Błąd rozpoznany szybko, bardzo często daje się naprawić, pacjent może nawet nie zauważyć, że lekarz się pomylił. Pomyłki dające powikłania zdarzają się najczęściej lekarzom bez doświadczenia, niedouczonym i – przede wszystkim – bez wyobraźni i zachowania zdrowego rozsądku. Pamiętam pacjenta, który – krążąc od specjalisty do specjalisty z powodu źle leczącego się nadciśnienia – został praktycznie cały prześwietlony, kilkakrotnie usłyszał diagnozę raka… Często nie słuchamy pacjentów. Patrzymy bezmyślnie w badania zapominając, że są one jedynie dodatkowe, czyli mają uzupełniać badanie lekarskie. – Pechowy pacjent, po kolejnej kolonoskopii (tak!) i wyuczeniu się połowy medycyny, sam zgłosił się do psychiatry z objawami typowej nerwicy już powikłanej chorobą somatyczną.
Inny przykład: psychiatra tak tkwił w swoim przekonaniu o nerwicowym podłożu bólu u pacjentki, że przeoczył raka.
Wąskie specjalizacje, brak pojęcia o tak zwanej medycynie ogólnej, traktowanie człowieka, jako zbiór narządów, to koszty rozwoju medycyny. Lekarz rodzinny, który – w założeniu – miał być koordynatorem leczenia u specjalistów, został sprowadzony do roli osoby wypisującej skierowania i recepty.
Kolejne reformy, robione „pod publiczkę” spowodowały taki efekt, że już od jakiegoś czasu mamy de facto „koszyk świadczeń gwarantowanych” obejmujących stany nagłe i wypisanie recepty. Za specjalistyczne leczenie trzeba zapłacić. Dobry lekarz rodzinny trafia się nie tak często i – paradoksalnie – z reguły w małych społecznościach.
Spotkać dobrego lekarza nie jest łatwo. Znacznie łatwiej – dobrego specjalistę, który jednak patrzy na wątrobę, czy serce, zapominając o organizmie, jako całości. To chyba największy błąd medycyny jako takiej.