W chmurze

Zasnuło nam się niebo, zaczął kropić deszcz – niewielki, przenikający przez ubranie. Ziemia, zmęczona upałem, oddycha. Jest chłodniej. Na drzewach – pierwsze oznaki jesieni.
Dziś dużo pacjentów w ambulatorium, mógłbym się cieszyć, bo ci, najtrudniejsi, jakoś wychodzą na prostą: Młody chłopaczek skończył wreszcie pierwszą klasę liceum wieczorowego, niedługo zacznie drugą; może uda się odroczyć wykonanie wyroku – psychiczną degradację, tak często występującą u młodych chorych na schizofrenię…
U ciężko chorych.
Czasami zdarza się cud – pacjent zdrowieje, choroba nie wraca. Rzadko, bardzo rzadko…
Większość wraca do swojej chmury: mieszkają wysoko, wysoko. Patrzą w swój obłok, nikt na ziemi ich nie rozumie. Niektórych złoszczą, niektórzy się boją. – Tacy mali bogowie, nikomu niepotrzebni, skrywani za murami szpitali i Domów Pomocy Społecznej…

…po raz dwudziesty, chyba, wszedł bardzo chory Człowiek, żeby porozmawiać. Nic nie rozumiem z jego wywodów, usiłuję wyobrazić sobie, co mógłby chcieć mi powiedzieć. Próbuję podtrzymać jakikolwiek kontakt. Trudno jest wczuć się w osobę tak chorą psychicznie, nie rozumiem porozrywanych fraz, nie rozumiem niektórych słów – Człowiek używa wielu neologizmów… To męczy na dłuższą metę, wymaga dużej wyobraźni, Człowiek wyczuje od razu moje zniecierpliwienie, niechęć, kłamstwo. Muszę być szczery, często mówię mu, że nie rozumiem – on próbuje wytłumaczyć w swój bardzo zawiły sposób. W końcu rzucam:
- Porozmawiamy o tym za dwa tygodnie, teraz się nie dogadamy.
Przyjmuje szczerość. Pyta o coś jeszcze, wychodzi z dyżurki. Nie ma go tu już od ponad dwudziestu minut…

Kiedyś były lasery nasyłane przez UFO, kamery, trucie jedzenia… – Najpowszechniejsze objawy schizofrenii. – Ostatnio się zmieniło. I nie wiem, czy to kwestia czasów i kryzysu wiary, czy jeszcze czegoś innego: Coraz więcej jest „opętanych”. – Można powiedzieć, że opętanie, w moim szpitalu, to codzienność. – A to diabeł wykrada myśli, a to szepcze do ucha, by się zabić, obgaduje, kilkoro diabłów… Nasyłają nie swoje myśli, popychają do działania – czasami agresywnego…
Kryzys tożsamości i wiary przenosi się na objawy paranoidalne. Bo choroba psychiczna ma też swoją „morfologię”, czyli to, co człowiek przeżywa.
Zjawisko narasta. Nie wiem, czy to o czymś świadczy, na pewno świat się zmienia. Przez lata były te „promienie z kosmosu”, czy coś podobnego.
Jest jeszcze kwestia niedouczonych egzorcystów, którzy często idąc za chorobą pacjenta, dodają im kolejnych cierpień „wyganiając diabła”. – Zjawisko coraz częstsze. – Dawniej do egzorcyzmów trzeba było wykluczyć chorobę psychiczną w sensie psychozy. Teraz byle ksiądz zabiera się za to, o czym nie ma bladego pojęcia.
Bo egzorcyzmy pomagają. W „nerwicach dysocjacyjnych”. – Muszę to przyznać, nie wierząc w diabła. – Pomagają także obrzędy szamańskie, w innych kulturach; może to nie kwesta złego ducha, lecz istoty zaburzeń. – Nie wiem. – Psychozy z całą pewnością nie leczą.
Tak świat się zmienia, także w szpitalu psychiatrycznym. Czekam, by dowiedzieć się, co to może znaczyć…